JackGraal.com header

Sen polifazowy - z czym to się je i czy warto?

Jack Graal
18 listopada 2015
skomentuj

Nieco ponad miesiąc temu zdecydowałem, że spróbuję spać w trybie polifazowym. Dziś wiem, że jest to super rozwiązanie, które rzeczywiście pozwala zaoszczędzić nawet kilka godzin w ciągu doby. Nie zmienia to jednak faktu, że w dzisiejszych czasach to zwykle nie krótka doba, a po prostu szum otoczenia i natłok informacji nie pozwalają nam skupić się na tym co ważne.

Czym jest sen polifazowy?

Polega on na podzieleniu standardowego, jednolitego czasu snu na mniejsze cząstki czasowe rozłożone na całą dobę w celu poprawienia produktywności, wydłużenia aktywnych godzin i poprawy samopoczucia. 

Przed eksperymentem spałem średnio 7 godzin, jednak wiadomo - różnie to bywa. Zdarzało się, że było to 5 albo nawet 10 godzin. Często skutkowało to przemęczeniem typu "zombie" albo lekkim “zamuleniem” i stratą kilku godzin w danym dniu.

Nie żebym był jakimś ogierem produktywności, ale jednak zawsze dążę do pewnej optymalizacji. Po zwykłym 7 godzinnym śnie byłem nastawiony bardzo pozytywnie do życia przez pierwsze 10-12 godzin. Ale często po tym czasie nie byłem w stanie zrobić już zbyt wiele. A że mam tendencję do odkładania wielu rzeczy na wieczór...reszty można się domyśleć.

fallout wake up
Kto rano wstaje, ten zdąży do schronu

Poczytałem trochę o śnie polifazowym, a konkretniej o śnie bifazowym, który polega na tym, że główna faza snu trwa od 4 do 6 godzin, a w ciągu dnia robi się jedną średniej długości (od godziny do półtorej) drzemkę (warto mieć zawsze w pogotowiu jakiś kocyk - np. bambusowy). Działa to jak podładowywanie smartfonu w ciągu dnia. Niby przez noc ładuje się do 100%, ale za dnia nawet przy zwykłym użytkowaniu późnym południem zaczyna brakować energii  (chyba, ze macie jakieś monstrum z wielką baterią).  Ja zdecydowałem się na główną fazę snu trwającą od 4 do 5 godzin oraz godzinną drzemkę po południu.

Mój grafik na szczęście pozwalał bez problemu zastosować taki rodzaj snu, więc nie widziałem przeszkód, by nie spróbować. Do tego wstawanie o 5 rano (albo nawet przed) to coś, o czym marzyłem od dawna. Naprawdę 🙂

Pierwsze dwa tygodnie były dość męczące (zdarzało się, że godzinna drzemka zamieniała się w 10 godzinny sen). Na szczęście później organizm całkiem dobrze się przystosował i zmęczenie zniknęło. Pojawiły się jednak problemy z zaplanowaniem drzemki. Zdarzało się, że ją po prostu pomijałem, ale o dziwo nie miało to tak wielkiego wpływu na mój stan “żywotności” - nawet wieczorem byłem zwykle pełen energii.

sorlax

Pomimo dobrych efektów, nie mam zamiaru kontynuować spania w trybie polifazowym.

Głównym powodem jest właśnie trudność z zaplanowaniem drzemek oraz to, że czasami po prostu nie ma się zbyt wiele energii, by w ogóle zasnąć. Na pewno jednak nie żałuję, że spróbowałem. Jestem wręcz przekonany, że był to jeden z bardziej owocnych pomysłów ostatnich miesięcy - z kilku powodów:

  • Przyzwyczaiłem się do wstawania codziennie o 5:00 (tak, w weekendy też). Niezależnie, czy muszę wyjść z domu o 6:30, 10:00 (albo w ogóle) - pobudka o stałej, wczesnej porze pozwala mi na praktykowanie swoistego rytuału (o którym opowiem za jakiś czas w planowanym przeze mnie wpisie na blogu) - bez pośpiechu i bez stresu. Dzięki temu codziennie rano mam chwilę dla siebie i wychodzę z domu z uśmiechem na twarzy. Zwykle poświęcam tę chwilę na serial, książkę, partyjkę w jakiejś grze lub robiąc sobie trochę bardziej wykwintne śniadanie niż zwykle (kawior i takie tam).
  • Przekonałem się, że pomimo dużej ilości wolnego czasu, większość i tak marnuje się na wiele bezużytecznych czynności oraz myślenie o zadaniach, które trzeba wykonać. Kluczem więc nie jest ilość tego wolnego czasu, ale świadomość tego co i jak trzeba zrobić w czasie pracy, by nie myśleć o tym później i nie siedzieć nad potencjalnie krótkim zadaniem nie wiadomo ile godzin (gdy np. 90% czasu to myślenie o zadaniu, a 10% to jego rzeczywiste wykonywanie). Mnie się to zdarza zbyt często - zgodnie z prawem Parkinsona: praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie. O tym  (i kilku innych rzeczach na literę "P") również powstanie wpis.
  • Nauczyłem się całkiem wydajnie drzemać (jakby to dziwnie nie brzmiało). Na pewno będę korzystał z drzemek znacznie częściej niż dotychczas, bo to po prostu świetny sposób na doładowanie akumulatorów. Nie żadne kawy (póki co piję tylko do towarzystwa) czy energetyki (których nie tykam, bo są ohydne)  - wystarczy 20-30 minut drzemki i można działać, pracować (albo grać) dalej.

Eksperyment uznaję za całkiem udany i być może kiedyś znowu spróbuję. Póki co wierzę jednak, że lepiej próbować wykorzystywać dostępne godziny w bardziej przemyślany, epicki sposób, niż zwalniać jeszcze więcej czasu, który można zmarnować. 

POTRZEBUJESZ STRONY INTERNETOWEJ?

NAJNOWSZE WPISY

Toy Story 4 — coś się kończy, coś się zaczyna

Oglądając Toy Story 4 popłakałem się — jak na prawdziwego mężczyznę przystało. Ta seria towarzyszy mi od zawsze, widziałem poprzednie części dziesiątki, jeśli nie setki razy. I po prostu się popłakałem. Znowu! Świetny film ze wspaniałą i niełatwą opowieścią o tym, co jest ważne w życiu — a dla każdego z nas ważne może być […]

JOKER - przekrój psychicznie chorego człowieka

Niemożliwe z jaką gracją przedstawia ten film postać Jokera. Jako origin story nie zawodzi pod żadnym względem, a przy tym idzie swoją własną ścieżką. Najbardziej niesamowite jest dla mnie to, że chyba nikt nigdy nie przedstawił Jokera w tak prawdziwy sposób. Nie jest przerysowany, bo to tylko (i aż) chory człowiek pchnięty w przepaść z […]

Days Gone — w hordzie raźniej

Miejscami widać, że Days Gone miało oferować bardziej nieliniową fabułę opartą o moralne decyzje Deacona — głównego bohatera. Jednak najwidoczniej twórcy zrezygnowali z tego rozwiązania celem nadania mu — oraz całej historii — nieco bardziej wyraźnego charakteru. Na początku fabuła rozwija się dość mozolnie, ale na szczęście później akcja się trochę zagęszcza i trzyma dobry […]

Green Book - nie tak dawno temu w Ameryce

Czasami idąc do kina spodziewamy się jednego, a dostajemy coś zupełnie innego. Tak było w przypadku filmu Green Book. Nie wiedziałem kompletnie nic na jego temat — no może oprócz tego, że gra tam Viggo Mortensen i Mahershala Ali oraz w jakiś sposób porusza temat rasizmu. Nic więcej. Nie miałem żadnych oczekiwań, ale jednak nie […]

Wiedźmin 3: Dziki Gon — niezmordowany król gier fabularnych

Ostatnie sceny drugiego Wiedźmina jasno dawały do zrozumienia, że trzecia część to tylko kwestia czasu. Nie zdawałem sobie jednak wtedy sprawy, z jakim rozmachem będziemy mieć tym razem do czynienia. Akcja Wiedźmina 3 rozpoczyna się w maju, więc przesunięcie premiery z lutego było — przynajmniej z fabularnego punktu widzenia — niegłupim pomysłem. Kolorystyka świata znowu […]

Frostpunk - porażka to najlepszy nauczyciel

Mamy jedno zadanie - przetrwać w coraz większym chłodzie z kończącymi się zapasami. Co może się nie udać? Wszystko. Grając piąty raz w tę samą kampanię, nie odczuwa się ani krzty powtarzalności — bez wykorzystywania generatorów losowych. A to dlatego, że jesteśmy zmuszeni do nauki na błędach, dzięki czemu każda rozgrywka jest inna i coraz […]

Deadwood: The Movie — pożegnanie warte Dzikiego Zachodu

Czasami nie warto odkopywać perełek, bo można przez to zniszczyć nawet najpiękniejsze wspomnienia lub obnażyć pewne braki. Na szczęście Deadwood: The Movie nie zalicza się do tej grupy. Zmartwychwstanie tego kultowego serialu (mimo że tylko na chwilę) okazało się strzałem w dziesiątkę. Są starzy znajomi, po których prawie nie widać, że od końca 3. sezonu […]

State of Mind — trudne pytania z przyszłości

State of Mind to bardzo przyjemna interaktywna opowieść, która zabiera nas o kilka dekad w przyszłość. Okazuje się, że ludzkość, mimo znacznie bardziej zaawansowanej cywilizacji i dostępności rozwiązań z pogranicza transhumanizmu, wciąż boryka się problemami i rozdarciem społeczeństwa znanym również dziś. Tytuł przyciąga oko stylem wizualnym (trójkąty i inne wielokąty) i co krok przypomina nieślubne […]

A Plague Tale: Innocence - tak pyszne, że obgryzłem do samej kości

Gdy pierwszy raz przeczytałem o A Plague Tale: Innocence, byłem przekonany, że będzie to bardzo filmowa i jeszcze bardziej liniowa gra, która raczej nie zaoferuje żadnych innowacji poza fajnie przedstawioną fabułą z czasów Czarnej Śmierci. I nawet w takim wypadku byłbym całkiem zadowolony z sięgnięcia po ten tytuł. Jednak na moje szczęście okazało się, że […]

God of War — epicka droga na szczyt

Już po pierwszych zapowiedziach nowych przygód Kratosa wiadomo było, że będziemy mieć do czynienia z czymś zupełnie innym niż dotychczas. Zmieniła się nie tylko mitologia — z greckiej na nordycką — ale także usposobienie głównego bohatera. Ta druga zmian jest o tyle ważna, że pozwoliła na wyjątkowo dosadne odcięcie się od znanych z poprzednich odsłon […]